Nissan Quahqai

Samochód, po którym spodziewałem się wiele. W regionie, którym przyszło mi mieszkać jest szalenie popularny. Jak jest w rzeczywistości? Czy Nissan stworzył samochód, który wart jest polecenia na rynku wtórnym? Na te oraz inne pytania postaram
się odpowiedzieć poniżej.

Wygląd zewnętrzny

Nawet jak bym chciał to nie mam się do czego przyczepić. Japończykom zabrali linijki, czego efektem są krągłości, przetłoczenia oraz brak ostrych krawędzi. Prezentuje
się całkiem nieźle. Model, którym dane mi było pojeździć miał już 5 lat, a mimo
to nie doszukałem się żadnych oznak rdzy. Jeżeli ktoś w pierwszej kolejności stawia
na prezencję to Quahqai jest tym co powinno go zadowolić. Mnie najbardziej urzekły przetłoczenia na przedniej masce, oraz poszerzane nadkola, które dodają mu nieco agresywności. Ale pora zajrzeć do środka.

Wnętrze.

Usadowiłem się wygodnie i cały czar prysł. Na wygląd zewnętrzny poświecono zbyt wiele czasu, którego wyraźnie zabrakło na wykończenie. Stanowisko kierowcy jest jeszcze OK. Bardzo fajne zegary oraz kierownica wielofunkcyjna robią pozytywne wrażenie. Reszta jest już trochę niedopracowana. Na konsoli centralnej znajduje się cała masa przycisków i pokręteł, natomiast reszta przestrzeni jest niewykorzystana. Brakuje jakiejś wstawki, która by zniwelowała tę nicość. Dodatkowo pokrętła są w kolorze tapicerki, więc pomimo całkiem przyzwoitych rozmiarów, wymagają przyzwyczajenia. W słoneczne dni są zdecydowanie za słabo widoczne.

Nissan-Quahqai

Z tyłu jest ciasno, co akurat można było przewidzieć ponieważ niektóre z Nissanów posiadają napęd na cztery koła. Poprowadzenie wału napędowego powoduje utratę miejsca użytkowego wewnątrz pojazdu. Mój akurat posiadał tylko napęd na przód,
ale miejsce do poprowadzenia napędu już przygotowane.

Pora na przejażdżkę

Wnętrze nieco ostudziło mój zapał ale Quahqai poprawił mi humor swoimi osiągami. Silnik
o pojemności 1,6 w Dieslu, a osiągi na bardzo przyzwoitym poziomie. W połączeniu
z sześciu biegową skrzynią samochód sprawia wrażenie naprawdę dynamicznego. Wyprzedzanie nie sprawiało nawet najmniejszych trudności. Skrzynia normalnie powinna pracować lekko i pewnie ale mnie trafił się model już nieco zajeżdżony. Sprzęgło wręcz błagało o wymianę a piąty bieg okrutnie szarpał przy dodawaniu gazu. Doskonała widoczność na wszystkie strony sprawia, że parkowanie nie należy do zadań stresujących. Wspomaganie jest doskonale dopasowane do charakterystyki pojazdu więc jazda po mieście sprawia przyjemność.

Niestety na dłuższej trasie wychodzą wady pojazdu. Jazda po autostradzie ujawniła brak należytego wytłumienia. W środku słychać dosłownie wszystko. Szum oporu powietrza, hałas generowany przez opony oraz silnik. Ten jest najgorszy. Wiemy, że posiadamy diesla pod maską. Klekot zagłusza wszystkie inne dźwięki dochodzące do wnętrza Nissana. Wielka szkoda, bo Quahqai miał zapędy na niezły samochód.

Po dwóch godzinach jazdy zaczęło mi szumieć w głowie a ból pleców stał się wręcz nie do zniesienia. Już dawno nie jechałem w tak niewygodnym aucie. Na krótkich miejskich odcinkach nie odczuwałem tego, ponieważ nie miałem większych problemów
ze znalezieniem odpowiedniej pozycji za kierownicą. Jednak okazało się, że fotele
nie mają dostateczniej regulacji. Po pięciu godzinach jazdy byłem bardzo zmęczony
i nie miałem ochoty na nic innego jak wygodny fotel przed telewizorem.

Wysoko umiejscowiony środek ciężkości dał się we znaki przy zjeździe z autostrady.
Nie było bardzo źle, ale auto ma ciężki przód o czym regularnie przypomina na każdym zakręcie. Na szczęście nie nurkuje przy hamowaniu, a wspomniany układ kierowniczy robi co może aby ratować sytuację.

Miła niespodzianka czekała na mnie na stacji benzynowej. Pomimo dynamicznej jazdy, okazało się, że Nissan wykazał się umiarkowanym apatytem na paliwo.  Duży,
o aerodynamice cegły a mimo to lepiej wypada niż niejeden hatchback.

Podsumowanie

Samochód na miasto. Bulwary to jego żywioł. Wygląda nieźle, zaparkuje na każdym krawężniku oraz posiada doskonałą widoczność na wszystkie strony. Na trasie okazał
się niewygodny, głośny i nie mam ochoty więcej na przejażdżkę nim dłużej niż 20 minut.

Reklamy

Honda Jazz

Muszę się do czegoś przyznać. Bardzo lubię miejskie autka. Wiem, że są małe, ciasne
i często gorzej się prowadzą od swoich większych braci, lecz dla mnie są fajne
i praktyczne. Dla tego nawet ucieszyłem się, gdy dostałem w swoje ręce Hondę Jazz
z 2004 roku.

Wygląd zewnętrzny nie powala na kolana. Typowo zaprojektowany japończyk.
Dla nich liczą się przede wszystkim praktyczność oraz jakość. Jednego i drugiego
nie można Hondzie odmówić. Co prawda ten samochód już w założeniu projektowym miał być przeznaczony na dość wymagający rynek europejski, więc jak się dobrze przyjrzymy to doszukamy się kilku elementów szaleństwa ze strony Japończyków. Uśmiechnięty przód jest jednym z takich drobiazgów, które poprawiają dość smutną
i wymuszoną prawami ergonomii bryłę auta. Malutkie przetłoczenia na przednim zderzaku, przypominające kształtem mini spojler to kolejny dowód szaleństwa.
Niestety te samochody lubią rdzewieć. Na tylnich drzwiach doszukałem się pierwszych oznak korozji. Na razie to nic wielkiego, ale wiem jak szybko mała plamka potrafi
się rozrastać. To oznacza, że ten samochód raczej preferuje zacisze garażu
niż parkowanie pod chmurką.

Nie ma co dalej rozpisywać się odnośnie wyglądu zewnętrznego bo samochód raczej się w żaden sposób nie wyróżnia. Zatem zobaczmy jak wygląda wnętrze.

honda-jazz

Pierwsze wrażenie po zajęciu miejsca kierowcy jest jak najbardziej pozytywne. Spora ilość przestrzeni. Dosłownie, od środka wydaje się być większy niż jest
w rzeczywistości. Z tyłu również OK. Dorosłe osoby mogą bez trudu pokonać krótki dystans i nie odczują zbyt dużego dyskomfortu. Bagażnik pomieści spore zakupy
lub bagaże na krótką wyprawę poza miasto. Do tego projektanci dorzucili mnóstwo półek, więc miejsca na drobiazgi mamy pod dostatkiem.

Najbardziej uderzył mnie gigantycznych rozmiarów wskaźnik paliwa, przy całkowitym braku wskaźników temperatury silnika. Już teraz rozumiem dlaczego ten samochód jest tak popularny wśród emerytów. Ich bardziej interesuje moment tankowania niż możliwość przegrzania. Osobiście uważam, że miejsce, które zajmuje wskaźnik paliwa mogło
by wystarczyć na dwa kolejne.

Teraz próbuje znaleźć sobie odpowiednią pozycję za kierownicą. Teoretycznie powinno się to odbyć bez problemu, ponieważ fotel reguluje się na wszystkie strony. Kierownica również posiada możliwość regulacji w jednej płaszczyźnie. Jednak tuż pod nią, projektanci przewidzieli dodatkową półkę co może i jest praktyczne ale przeszkadza osobom o dużym wzroście. Jakoś udało mi się odpowiednio wszystko dopasować, więc jestem gotowy do odpalenia silnika.

Pojemność 1,2 i moc wynosząca niecałe 80 KM to mieszanka idealna na miasto. Kolejną miłą niespodzianką była bardzo cicha i równa praca jednostki. Gdyby
nie obrotomierz to nie domyśliłbym się, że silnik już pracuje. Jego dodatkową zaletą
jest łańcuszek rozrządu co pozwoli zaoszczędzić parę groszy przy zakupie używanego modelu.

W Hondzie zawsze denerwowało mnie wspomaganie. Jak na mój gust było po prostu zbyt miękkie. W trakcie jazdy strach było kichnąć, żeby nie zjechać na inny pas. Tutaj jednak sprawdza się idealnie. Każde parkowanie lub manewr zawracania staję
się dziecinnie łatwe. W połączeniu z miękko pracującą skrzynią biegów, całość zasługuje na pochwałę. Niestety samochód jest mocno podsterowny. Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ lekka konstrukcja powinna gwarantować neutralność. Silnik pomimo przyzwoitej mocy ma raczej osiągi poniżej przeciętnej. Jednak do jazdy po mieście
w zupełności wystarczy. Na trasie był by jednak mocno uciążliwy. W trakcie jazdy
po mieście pali około 7 litrów co uważam, za akceptowalny wynik.

Zawieszenie może jest przeciętne, za to hamulce działają rewelacyjnie. Autko dosłownie staje w miejscu. Posiada wszystkie najlepsze cechy autka miejskiego.
Muszę przyznać, że pomimo przeciętnego wyglądu, Honda Jazz ma u mnie plusika. Świetny wóz na miasto, jednak dłuższa trasa byłaby bardzo męcząca. Samochód wykonany ze starannością, materiały są przyzwoitej jakości, może za wyjątkiem blach, które rdzewieją. Nie jest to jednak ulubiony samochód mechaników. Nawet wymiana spalonej żarówki wymaga trochę pracy, co może nas uderzyć po kieszeni w przyszłości. Jednak, ze względu na jakość wykonania uważam go za warty polecenia samochód miejski. Sprawił mi dużo przyjemności podczas jazdy po mieście oraz parkowania na ciasnych parkingach, a w końcu do tego został stworzony.

Kia Rio

Długo zastanawiałem się co napisać na temat tego samochodu. Jak każde auto
ma swoje wady i zalety. Pytanie brzmi, czy ma więcej tych pierwszych czy tych drugich? Spróbuję na to odpowiedzieć  wskazując zarówno plusy jak i minusy, a decyzję pozostawię czytelnikom.

Kia Rio ma tę zaletę, że nie próbuje być czymś czym tak naprawdę nie jest. Jest
to zwykły samochód miejski i jako taki był od samego początku promowany.
Nie wciskano nam ciemnoty, że jest to świetne auto rodzinne (chociaż mogli). Od samego początku był promowany jako miejski i cóż – przyznam, że choć raz reklama nie kłamie. Tak jest to samochód, który najlepiej czuje się w mieście, chociaż da się nim odbyć
w miarę krótką podróż, bez większego zmęczenia.

Wygląd zewnętrzny to jak zawsze kwestia gustu. Jak dla mnie OK., chociaż tył wydaje się być odrobinę niedopracowany. Jednak w porównaniu do poprzedniej wersji
to prawdziwe dzieło sztuki. Widać uczą się na błędach. Niemniej, ten kawałek plastiku
tuż za tylną szybą wydaję się być zupełnie nie na miejscu. Coś próbowano osiągnąć
ale do końca nie było wiadomo co. Szczerze mówiąc, najbardziej podoba mi się
od przodu. Mały znaczek oraz ciekawie zaprojektowane lampy sprawiają wrażenie uśmiechniętego pojazdu. To plus.

kia-rio

Wnętrze nie wygląda najgorzej, chociaż cały czas odnoszę wrażenie, że to samochód japoński z początku XX wieku. Nie jest smutne, ale brakuje mu tego czegoś, co sprawi, że wsiądziemy z uśmiechem na twarzy. Brakuje takich drobnych detali, które  budują wizerunek. Niby wszystko jest na swoim miejscu. Przełączniki są umiejscowione intuicyjnie, lecz całość wygląda przeciętnie. Wszystko jest zaprojektowane zgodnie
z zasadami sztuki, ale tak jakby zrobił to komputer przy pomocy algorytmu. Niektórzy lubią surowe wnętrza, ale od auta miejskiego oczekuje się odrobiny szaleństwa.

Dosyć dobrze się prowadzi. Jest mały i całkiem zwrotny. Nie jest to auto sportowe, osiągami również nie szokuje, ale pamiętajmy, że ma silnik o pojemności 1200 cm.
W czasie jazdy nie występują nieprzyjemne stuki, a pozycja za kierownicą jest typowa dla takich aut. Jest wygodnie ale po całodniowej jeździe człowiek czuje się zmęczony. Zawsze czepiam się wspomagania kierownicy. Ostatnimi czasy, producenci lubują
się  montażu układu, który chodzi tak lekko,  że boję się kichnąć w czasie jazdy, żeby
nie skręcić. Tu jednak jest inaczej. Może nie dokładnie tak jak ja lubię, jednak kierownica przekazuje kierowcy informację o sytuacji na drodze, oraz stawia lekki opór przy skręcie. W połączeniu z całkiem przyzwoitym zawieszeniem wynik jest bardziej niż dobry. Zdarzało mi się poruszać autami o klasę wyższymi, które nawet nie zbliżały się do tego wyniku.

Kia Rio to auto miejskie. Jeśli chodzi o ilość miejsca to wynik jest raczej przeciętny.
Z przodu można podróżować całkiem wygodnie, z tyłu pod warunkiem bardzo krótkiej trasy, lub wieku poniżej 10 lat ( i bez otyłości). Model, którym jeździłem był ponadprzeciętnie wyposażony. Miał nawet czujniki cofania, co przy tak małych gabarytach można uznać wręcz za wyposażenie luksusowe. Oczywiście była klimatyzacja, seryjne radio, elektryczne szyby, ABS itd. Jednym słowem auto
z wyposażeniem o klasę wyżej. Na tle konkurencji (oczywiście cenowej) wychodzi naprawdę świetnie.

Kolejnym plusem jest jej rzadkość. Owszem widzimy Rio na drogach ale nie zdarza się to zbyt często. Jak ktoś chce być oryginalny to zakup jest jak najbardziej godny polecenia. W połączeniu z 7-mio letnia gwarancją, można być pewnym, że usterki
nie będą zbytnio uciążliwe dla portfela. No chyba, że ktoś musi mieć odpowiedni znaczek na masce. Wtedy nawet nikt nie weźmie Kii pod uwagę, a tym co chcą mieć zwyczajny samochód miejski (i nie maja starszych dzieci) mogę autko polecić. Jako pojazd powinien służyć przez kilka lat, a nawet jak coś się popsuje to części do koreańskich samochodów wciąż są stosunkowo tanie.

Tak jak napisałem na wstępie. Jest to dziwny samochód. Ma swoje plusy i minusy, które się nawzajem równoważą. Nie mogę powiedzieć też, że jest nijaki, bo wyróżnia
się z tłumu na parkingu. Nie jest też w żaden sposób oryginalny, bo stylistyka nie powala
na kolana i raczej, żaden fan motoryzacji nie zawiesi sobie plakatu z Rio w pokoju.
Już wiem! Jest to idealny samochód dla przeciętnego „Kowalskiego”, czyli konkurencja dla Fiatów Punto II oraz Opla Corsy (oczywiście nie najnowszej). W takim towarzystwie Kia Rio wygląda ekscytująco i mogę śmiało stwierdzić,  że miażdży konkurencje.

Peugeot Partner

Nie można mieć wszystkiego. Czasem uda mi się pojeździć fajna osobówką a czasem nie. Dziś dostałem coś, co na pozór jest samochodem dostawczym. Ktoś dołożył fotele
z tyłu oraz nieco lepsze wyposażenie i już mamy pojazd osobowy. Czy z dostawczego samochodu da się zrobić samochód osobowy? Zaraz się o tym przekonamy.

Wygląd zewnętrzny nie pozostawia złudzeń. To samochód dostawczy. Mały miejski
ale wciąż z paką z tyłu. Nie da się go pomylić z kombi. To charakterystyczny kształt, który nawet po dodaniu szyb na całej długości, nie zmieni swojego pierwotnego przeznaczenia. Wielka klapa bagażnika z tyłu i tylko jedne drzwi przesuwne (tego
to akurat nie rozumiem). Można nim przewieźć całą rodzinę ale to wciąż będzie samochód dostawczy. Ani ładny ani brzydki. Tu przede wszystkim liczy
się funkcjonalność i żadne zabiegi marketingowe ego nie zmienią.

Może zatem środek jest tak super wykonany, że nie będziemy chcieli normalnej osobówki. No cóż nie jest. Co prawda projekt deski rozdzielczej przypadł mi do gustu. Materiały, których została ona wykonana są żywcem wyjęte z auta osobowego. Tyle,
że o kilka lat starszego. Nic jednak nie trzeszczy a całość sprawiam wrażenie solidnej.
W porównaniu do Renault Kangoo, ten samochód przypomina wewnątrz osobówkę,
co więcej, jest nawet miło w środku.

Tyle o desce rozdzielczej. Fakt, jest ładnie zaprojektowana. Ale pozycja za kierownicą
to już typowy samochód dostawczy. Siedzimy wysoko a lewarek mamy nisko.
Nie do końca to zostało przemyślane. Samochód ma bogate wyposażenie
(jak na samochód dostawczy). Mamy klimatyzację, wspomaganie kierownicy, ABS, centralny zamek a nawet elektryczne szyby. Obecnie może to już standard ale 15 lat temu za te elementy się dopłacało. Widoczność dokoła znakomita. Lusterka ogromne oraz przeszklona powierzchnia dały całkiem niezłe rezultaty. Tylne szyby
się nie opuszczają, a to kolejna wada.  Zająłem miejsce w bardzo miękkim fotelu
i jedziemy.

1

Klasyczny diesel. Bez turbo. Głośny, klekoczący ale zapewne nie do zajeżdżenia.
O osiągach możemy jedynie pomarzyć. To nie jest samochód sportowy i nigdy do miana takiego nie aspirował. Wszystko zostało zaprojektowane w jednym celu: dostawie towarów. Jednak widzę pewne plusy. W ruchu miejskim pozycja za kierownicą oraz doskonała widoczność sprawia, że możemy spokojnie i bez trudu wszędzie zaparkować. Nie jest to jednak powód, dla którego maiłbym właśnie wybrać to auto zamiast kombi.
Ale czy to może być samochód rodzinny?

Ujmę to tak. Z tyłu są tylko jedne drzwi przesuwne. Rodzina w moim przekonaniu
to osoby dorosłe + dzieci. Proponuje zatem proste ćwiczenie dla tych co twierdzą,
że to doskonała alternatywa dla osobówki. Ogólnie wiadomo, że małe dzieci powinny być wożone w fotelikach. Wszystkim entuzjastom proponuje nakazać montaż 2 fotelików
na tylniej kanapie. Następnie sugeruję, żeby wsadzić tam dzieci oraz pozapinać w pasy. Szybko, każdy z nich zmienił by zdanie. Mnie to zajęło pół dnia a i tak nie byłem zachwycony z wyników pracy. Foteliki latały, a żeby posadowić w nich dzieci musiałem naprawdę sporo się pogimnastykować. Krótko mówiąc: masz małe dzieci – kup sobie kombi.

Jazda na trasie też nie przypomina takiej jak w zwykłym kombi. Podmuchy wiatru dają nam się we znaki a silnik robi co może ale i tak nas nie rozpędzi. Jedynie na plus muszę powiedzieć, że nie bolał mnie kręgosłup po kilku godzinach za kierownicą. Fotele, pomimo braku jakiegokolwiek trzymania bocznego są wygodne. Przynajmniej, te z przodu. Tylnia kanapa jest twarda i niewygodna. Sytuację ratuję odpowiednia ilość miejsca na nogi.

W takim razie możemy dużo zapakować  do takiego samochodu. Ktoś kto ma dzieci może tak przecież pomyśleć. Nic bardziej mylnego. Bagażnik jest mniej więcej wielkości zbliżonej do kombi. Z tyłu zamontowana jest materiałowa kratka, która pozwala
na dopakowanie bagażu powyżej górnej linii tylnej kanapy. Tylne fotele składają
się błyskawicznie, kratkę możemy zdemontować w niecałą minutę. Wtedy, owszem uzyskujemy przestrzeń bagażową ale do linii zagłówka przedniego fotela. W przeciwnym razie przy gwałtownym hamowaniu grozi nam dekapitacja. Czyli możemy zapakować niedużo więcej niż do zwykłego kombi. Ta różnica wynika z wysoko poprowadzonej linii nadwozia. Jest jednak na tyle nieduża, że nie warto zaprzątać sobie tym głowy.

Czy może to być zatem samochód rodzinny? Tak może pod warunkiem, że nie mamy dzieci i podróżujemy tylko z partnerem. Na krótkie dystanse możemy nawet zaproponować podwiezienie kogoś z przyjaciół. Pamiętajmy jednak, że tylne szyby
się nie otwierają. Więc, jak u kogoś wystąpi choroba lokomocyjna to będziemy zmuszeni się zatrzymać i to natychmiast. W przeciwnym razie czeka nas żmudne czyszczenie środka.

Jedno jest pewne. Peugeot próbował stworzyć auto rodzinne z dostawczaka
ale mu nie wyszło. Podobne próby podjęło także Renault. Jednak ten pierwszy był bliżej sukcesu choć do niego jeszcze bardzo daleka droga.

Czy warto go kupić? Jeżeli szukamy małego pojazdu dostawczego to jak najbardziej. Przystępna cena, bogate wyposażenie to niewątpliwe plusy. Nawet będzie można czasem kogoś nim podwieźć. Tylko niech nikt nie rozpowiada, że to może być doskonały samochód rodzinny, bo nigdy takim nie będzie.

Kia Magentis

Tym razem trafiłem na coś unikatowego. Nie dlatego, że każdy chce mieć ten samochód ale dlatego, że tak mało tych aut porusza się po polskich drogach.
Czy używany Magentis jest wart zakupu?
Sprawdźmy to przy pomocy modelu z 2006 roku z silnikiem Diesla.
Wyszedłem przed dom aby się dokładnie jej przyjrzeć. Pierwsze wrażenie OK. Typowy sedan, nic nadzwyczajnego. Spodobał mi się projekt świateł za to wielgachny znaczek Kia nie za bardzo przypadł mi do gustu. Nieważne jaka marka ale coś tak wielkiego, moim zdaniem wygląda niezbyt ciekawie. Klasyczna linia dla wielbicieli tradycji, którym tak właśnie kojarzy się komfortowy sedan. W dzisiejszych czasach pełnych krągłości
to coraz rzadziej spotykany widok co zapewni spojrzenie innych i sprawi, że będziemy
się na swój sposób wyróżniać.

kia
Rzecz się ma podobnie ze środkiem. Na pierwszy rzut oka przychodzą mi na myśl projekty japońskie z końca lat dziewięćdziesiątych. Może daleko im do miana oryginalnych, ale spodobały mi się szczegóły, do których przyłożono sporo uwagi. Podświetlenie stacyjki na kolor niebieski, zgrany z zegarami (które również fajnie wyglądają), duże skórzane fotele oraz wyglądający na solidny plastik. Niby nic nadzwyczajnego ale wrażenie pozytywne. Dodatkowo na plus muszę zaliczyć ergonomię wnętrza – dokładnie wszystko jest tam gdzie być powinno i nie trzeba paro tomowej instrukcji obsługi aby włączyć światła. Jedyne zastrzeżenia mam do kierownicy, która jest za duża oraz do kształtu foteli, które wydają się być zaprojektowane pod kogoś kto waży ze 200 kilo. Są za szerokie, przez co słabiej trzymają całe ciało na zakrętach.

kia2
Pobawiłem się wszystkimi ustawieniami, dopasowałem pozycję za kierownicą
do swoich potrzeb i wybrałem się na pierwszą przejażdżkę do sklepu. Skrzynia OK, biegi wchodzą lekko, nic nie trzeszczy w środku cicho i przyjemnie. Do pełnego szczęścia brakuje mi lepiej dopasowanego wspomagania. Co to jest moim zdaniem za miękkie
i nie pozwala na dobre wyczucie samochodu. Podobnie ma się rzecz z zawieszeniem. Jednak to można łatwo wytłumaczyć. Ten samochód ma płynąć po drodze
a nie dynamicznie pokonywać zakręty. Uważam, że miękkie zawieszenie pasuje
do całości jednak kompletnie nie trafia w mój gust.
Po dłuższej trasie jaką musiałem odbyć następnego dnia wciąż nie zmieniłem zdania.
To jest samochód na autostradę i tam najlepiej się będzie sprawdzał. Co prawda wtedy pasowało by mieć dodatkowo tempomat ale nie można mieć wszystkiego. Pomimo,
że nie korzystałem z autostrad, podróż minęła bez przeszkód a ja sam nie byłem
za bardzo zmęczony. Czyli tu również nie mam zbyt wielu powodów do narzekania.
Czy chciałbym posiadać taki samochód. No cóż, na pewno nie teraz. Może, gdybym
był starszy o 20 lat to była by to dla mnie kusząca oferta ale póki co nie mam, więc raczej nie jest to coś czego bym pragnął. Niemniej jednak, jak ktoś potrzebuje niedrogiego sedana, który dodatkowo wyróżnia się w tłumie to Kia Magentis może być całkiem niedrogim rozwiązaniem.

Fiat Seicento

Na początku muszę się do czegoś przyznać. Dawno, dawno temu byłem szczęśliwym posiadaczem identycznego modelu. Wsiadając do niego, bałem się, że moja opinia będzie stronnicza. Po przesiadce z Fiata 126, różnica była porażająca. W owym czasie, wydawało mi się, że jest to najlepszy pojazd na świecie. Od tego czasu minęło już kilka dobrych lat, lecz miłe wspomnienia pozostały i mogły wpłynąć na całość oceny.
Ale czy tak się stało? Sprawdźmy!

Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny to chyba nie muszę nic opisywać. Zapewne 99% czytających ten tekst widziało go na własne oczy. Osobiście uważam, że linia nadwozia wciąż, pomimo upływu lat jest ciekawa. Brak ostrych krawędzi to największy atut wyglądu. Jednym słowem całkiem dobrze dopracowany projekt.

Niestety, środek to już zupełnie inna historia. Może projekt na desce kreślarskiej wyglądał imponująco, lecz w praktyce pozostawia wiele do życzenia. Fatalny plastik, brak schowków i wszędzie blacha. Do tego należy dodać fioletowo niebieskie wykończenie przy czerwonej blasze. Brak schowków powodował, że na każdym zakręcie wszystko podróżowało po całym wnętrzu. Kolejny element to deska rozdzielcza, która prezentuje się nieźle – na postoju! Wygląda ładnie, biały cyferblat prędkościomierza, z prawej zegarek, z lewej poziom paliwa i kontrolki dookoła. Może przez lata zrobiłem się wygodny, ale lubię jak samochód przekazuje mi jakiekolwiek informacje. Tutaj nie ma nawet temperatury silnika. Spowodowało tu u mnie lekki dyskomfort ponieważ to nie mój samochód i nie chciałem go kręcić na zimnym silniku. Cały czas odnosiłem wrażenie,
że za chwilkę zapali się kontrolka oleju i będzie problem. Zdecydowanie minus.
Autko jest małe i ciasne ale pamiętajmy, że takie miało być od samego początku. Takie dodatki jak centralny zamek są akurat w tak małym 2-drwiowym samochodzie zbędnym luksusem – naprawdę można się przyzwyczaić. Ale wlew do baku już nie jest zamykany kluczem, co nie do końca mi się podoba. Typowy miejski samochód, do poruszania
się na krótkie odległości. Długie trasy to na pewno nie domena Seicento. Siedzenia
są niewygodne i ledwo mogłem znaleźć pozycję za kierownicą, która gwarantowała
by minimum komfortu.

Jednak nie to było najgorsze. Brak wspomagania okazał się dla mnie największym problemem. Po latach przyzwyczaiłem się do tak drobnego luksusu, przez co parkowanie było dla mnie nie lada wyzwaniem. Pod koniec dnia bolały mnie ręce. Jednak jest to tak mały pojazd, że zaparkuje praktycznie wszędzie. Jak odwracałem się do tyłu to prawię mogłem dosięgnąć tylnej szyby. Nieco gorzej z wysiadaniem – długie drzwi gwarantują
u człowieka mojej postury wysiadanie na maksymalnym wdechu.

Jakby nie ten drobny szczegół w postaci braku wspomagania, to prowadzenie uznałbym za nawet przyjemne (pod warunkiem jazdy nie szybciej niż 60 km na godzinę i nie dłużej niż 60 minut). Później się robi głośno, nieprzyjemnie i niewygodnie. To znaczy cały czas tak jest ale docierało to do mnie dopiero po czasie. Na pocieszenie mogę stwierdzić,
że zawieszenie pracuje nadzwyczaj dobrze a zmiana biegów następuje bezproblemowo. Przy miejskiej jeździe jest to istotne – zwłaszcza jak stoimy w korku i używamy
w nieskończoność góra 2 biegi. Z tyłu dochodziły jakieś stuki ale to nie limuzyna i kabina nie należy do najlepiej wytłumionych.

Jeżeli chcemy skorzystać z bagażnika to tylko przy okazji drobnych zakupów. Właściciele Seicento muszą robić zakupy codziennie bo tygodniowe się po prostu nie zmieszczą.
No chyba, że jesteś studentem – 2 zgrzewki piwa i bochenek chleba zmieści
się bez problemu. Nawet zostanie nieco miejsca na nieco produktów luksusowych
(na przykład kostka masła do chleba).

Szczerze mówiąc po paru dniach miałem go serdecznie dość i z ochotą przesiadłem
się do czegoś bardziej z naszej epoki. Podsumowując muszę stwierdzić, że nie należy ożywiać wspomnień bo tracą wtedy cały swój urok.

Opel Insignia

Coraz trudniej wypożyczać samochody do zabawy (przepraszam – miałem na myśli testy). Dlatego też pragnę podziękować wszystkim znajomym za okazaną mi pomoc. Dzięki niej, ostatnio wpadł mi w ręce Opel Insignia z silnikiem diesla z 2010 roku. Zobaczmy więc co oferuję.
Wygląd:
Słyszałem kilkakrotnie stwierdzenie, że przypomina Mercedesa CLS. Sprawdziłem!
Jak się stanie odpowiednio daleko i przymruży oczy – to rzeczywiście!!. Ale bądźmy poważni! Owszem, moim zdaniem prezentuję się naprawdę nieźle. Ładna, delikatna linia nadwozia a przy tym wygląda na solidny dzięki masywnym drzwiom. Mnie się podoba.
W skali od 1 do 5 dam mu 4. Projektanci naprawdę wykonali kawał roboty i wszystko zostało przemyślane oraz wstawione tam gdzie być powinno. Uważam, że nie ma w nim miejsca na przypadek – nie to co kombi!
Tyle jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny. Zajrzyjmy do środka. Pierwsze wrażenie naprawdę pozytywne. Ale to tak, jak z tą miłością od pierwszego wejrzenia – spojrzałem jeszcze raz. Solidne plastiki, skóra, ładny projekt ale trochę kogoś poniosło z ilością przycisków. Na pierwszy rzut oka, kokpit wahadłowca wydaje się być mniej skomplikowany. Wszędzie przełączniki – niektórych do tej pory nie rozgryzłem.
Największy problem miałem ze zmianą poziomu głośności radia – intuicyjnie sięgałem
do największego pokrętła a to nie to. Dla zmyłki wstawiono je nieco powyżej i jest mniejsze. Oczywiście można sterować z kierownicy ale chodzi o zasadę. Niemniej,
po zajęciu miejsca, na średnio wygodnym fotelu (stać Opla na więcej), czułem się wręcz przytłoczony. Już teraz rozumiem, dlaczego piloci szkolą się tak długo w obsłudze tylko jednej maszyny. Na szczęście nie wymaga żadnej skomplikowanej procedury startowej. Odpalmy więc go i jazda.
Wrażenia z jazdy
Po kilku próbach udało mi się wyregulować fotel i kierownicę. Widoczność do tyłu
w lusterku wstecznym jest wręcz przysłowiowa. Spowodowane jest to maleńką tylną szybą, ale na szczęście lusterka boczne ratują sytuację. W trakcie jazdy drażniło mnie zbyt miękkie wspomaganie kierownicy. Wystarczy mocniej kichnąć i samochód skręca.
Za to zawieszenie pracuje bardzo dobrze. Posiada regulację twardości, ale ja jakoś specjalnie nie odczuwałem żadnej różnicy. Co prawda stan polskich dróg uległ zdecydowanej poprawie, niemniej jednak zdarzają się takie gdzie tylko samochód terenowy poradzi sobie bez problemu. Ja na taką natrafiłem. Idealny test zawieszenia
i trwałości konstrukcji. Zawieszenie naprawdę świetnie wybiera wszelkie nierówności.
Jest miękko i komfortowo – samochód na długie podróże. Do dynamicznej jazdy kompletnie się nie nadaję – staję się mocno podsterowny oraz ciężko wyczuć granicę możliwości zawieszenia. Za to odkryłem dość istotny błąd w sztuce wykonania. Mianowicie tapicerka okrutnie trzeszczała, skrzypiała i wydawała całą gamę dodatkowych dźwięków. Znam historię tego auta – nie był bity, co mogło by być powodem trzasków.
Jak na flagowy pojazd to poważna skaza na jakości wykonania.
Miejsca jest wystarczająco dużo, więc nie ma co narzekać. Bagażnik też ma spore rozmiary więc tu wszystko jest OK. Na razie nie miałem możliwości porównania
z jego konkurentem czyli Fordem Mondeo (nowszym od tego co kiedyś prowadziłem),
ale pracuję nad tym i wkrótce jest szansa, że coś o tym napiszę.
Pora zjechać z kiepskich dróg i udać się na autostradę. To nie ten sam pojazd. Gładko sunie po drodze. W środku cisza i komfort. Autostrada to jego powołanie. Przyśpiesza, hamuje, skręca a zawieszenie sprawia że płyniesz po drodze. Jednym słowem sielanka. Na każdym biegu budzi się do życia i bez zbędnego wysiłku osiąga zamierzony cel podróży.
Podsumowanie.
Samochód dla osób, które dużo podróżują po przyzwoitej jakości drogach. Dla osób ceniących komfort i oryginalny wygląd. Wtedy można mu wybaczyć wszystkie drobne niedoskonałości. Dla pozostałych radzę poszukać czegoś innego, chyba że planujecie przeprowadzkę w pobliże autostrady.