Ford Focus MK2 Kombi

Dawno nic już nie pisałem. Spowodowane to było notorycznym brakiem czasu. Ale w końcu udało mi się znaleźć chwilę i oto Ford Focus II w wersji kombi. W poprzednich wpisach opisywałem jego dziadka czyli Forda Mondeo MK 3. Traktowałem go jako punkt odniesienia do Focusa i muszę przyznać, że ten jest zdecydowanie dojrzalszym produktem. Samochód wyraźnie dojrzał i przejął tylko najlepsze geny od swoich poprzedników.

Zdecydowanie lepszy wygląd.

Focus I-wszej generacji od zawsze mi się podobał, ale tylko jako hatchback. Wersja sedan i kombi były nudne i robione na siłę. Ale nie w tym przypadku. Kombi w czarnym kolorze w szarymi wstawkami prezentuje się naprawdę świetnie. Projektantom zabrali linijki i efektem tego są doskonale prezentujące się linie przetłoczeń nadające niesamowity kształt.  Model pochodzi z roku 2010 więc za wcześnie aby mówić o jakiekolwiek korozji. Żadnych odprysków lakieru ani wgnieceń – jednym słowem zadbany samochód.

focus-1

 W środku również jest zdecydowanie lepiej niż w starym Mondeo. Szare wykończenie (czy powinienem napisać „srebrne”) wygląda dość ciekawie, co więcej nigdzie nie było śladów odprysków farby. Duże i wyraźnie oznakowane przełączniki są ułożone wręcz intuicyjnie tak więc ergonomia na duży plus.

Ok, wystarczy już możetego chwalenia. Pora doszukać się jakiś mankamentów. Tak więc siadam za kierownicę i udaję mi się dopasować fotel do moich potrzeb. Kierownica regulowana w dwóch płaszczyznach – tu też nie mogę się do niczego przyczepić.

W porównaniu do Mondeo jest zdecydowanie mniej miejsca, zwłaszcza z tyłu. Też nie bardzo to mogę uznać za wadę bo to zdecydowanie mniejszy samochód. Wszystkie przełączniki guziczki, pokrętła działają – nic nie odpadło, więc szukamy dalej.

Odpalamy samochód i … dziwne dźwięki. Coś gwiżdże w silniku. Szybka wycieczka
do mechanika i po drodze się samo naprawiło. Okazało się, że jakieś tam łożysko nadaje się już do wymiany (przebieg to 160 000) co objawia się gwizdem przy zimnym silniku.
Można z tym jeździć jeszcze przez chwilę, dopóki gwizd nie przejdzie z poziomu irytującego w nieznośny.

W czasie tej krótkiej, paro kilometrowej wycieczki, jazda sprawiała mi całkiem sporą przyjemność. Wspomaganie (z możliwością wyboru trybu sport i zwykły), działało dokładnie pod mój gust czyli nie za lekko ani nie za mocno, biegi chodziły lekko
i precyzyjnie, przyśpieszenie na warunki miejskie w zupełności wystarczające.

focus-2

Po wizycie u mechanika udałem się na zakupy i próbowałem go zaparkować. Lusterka duże ale widoczność nieco ograniczona. Boczne słupki są dość duże a do tego dochodzą wysokie fotele, które skutecznie zasłaniają widoczność na boki. Zapewne można się do tego przyzwyczaić, ale to akurat nie przypadło mi do gustu.

Na drugi dzień musiałem pokonać krótką trasę. Focus bardzo fajnie się prowadził ale Mondeo jako punkt odniesienia było nieco lepsze. Zwłaszcza na zakrętach Mondeo zapewniało odrobinę lepszą precyzję. Niemniej jednak nie było źle. Stojąc w koku mogłem pobawić się opcjami wnętrza. Dwustrefowa klimatyzacja może zostać przełączona w tryb jednostrefowej a także można wyłączyć samą klimę i zostawić tylko ogrzewanie
(co w zimie ma spory sens). Automatyczne wycieraczki z przodu i z tyłu (po załączeniu wstecznego biegu) należy traktować tylko jako gadżet bo w praktyce nie bardzo się sprawdzają. Szorują po suchej szybie, albo w ulewie czekają do uzyskania absolutnie zerowej widoczności. Oczywiście włącznik spryskiwaczy jest dalej tak samo jak
w Mondeo bez sensu umieszczony, jako przycisk na dźwigni wycieraczek, ale do tego zdążyłem się już przyzwyczaić.

Pora pobawić się radiem. Fabrycznie posiada wbudowany zestaw głośnomówiący tylko zapomnieli o takim drobiazgu jak bluetooth. Owszem można sobie dokupić i wtedy powinno działać. Możliwość zaprogramowania 10 stacji to plus ale brak widocznego portu USB to bardzo duży minus. Może gdzieś go ukryli – kiedyś poszukam.

Z nudów zacząłem bawić się komputerem. Znalazłem w nim takie gadżety jak regulacja siły wspomagania kierownicy oraz opcję wyłączenia układu antypoślizgowego. Nawet nie wiedziałem, że coś takiego tam jest. Działa wręcz niezauważalnie co w moim przekonaniu jest dodatkową zaletą.

Nadszedł wieczór i zrobiło się chłodniej. Nie wiedzieć czemu, poniżej 4° C, automatycznie włącza się ogrzewanie tylnej i przedniej (bardzo fajny gadżet) szyby. Nie udało mi się znaleźć funkcji regulującej ten stan. Może gdzieś jest ale zawsze można to wyłączyć ręcznie. Niemniej nie podoba mi się tego typu ingerencja.

Oprócz tych drobnych wpadek, wnętrze jest wygodne i w miarę dobrze wyciszone.
Po paru godzinach w samochodzie nic mnie nie bolało a to akurat duża zaleta.

Spalanie.

W porównaniu do Mondeo jest dużo lepiej. Ale uzyskanie lepszego wyniku nie było większym problemem. Po paru dniach jazdy w zimnych warunkach wynik spalania mieszanego na poziomie 7,3 litra (większość jazdy po mieście) jest dosyć zadowalający.

Podsumowanie

Jest nieźle! Focus stał się dojrzalszy i fajniejszy. Cena modeli używanych jest atrakcyjna więc wydaje mi się, że można zastanowić się nad jego zakupem. Prowadzi się bardzo fajnie, wygląda ciekawie i co najważniejsze jest wygodny. Ma parę wad w postaci przerostu skomplikowania elektroniki, ale niektórzy to lubią. Ja się do nich raczej nie zaliczam.

Ford Mondeo – Praktyczny czy irytujący?

Po tygodniu użytkowania Forda Mondeo mam naprawdę mieszane uczucia. Model, którym się poruszałem to MK 3 kombi z silnikiem TDDI z 2001 roku, w wersji Ghia. Samochód ma tyle samo zalet co wad, więc każdy czytelnik musi dokonać własnej oceny. Zapraszam do zapoznania się z moimi spostrzeżeniami.

Po pierwsze wygląd.

Widać na pierwszy rzut oka, że projektowali go Niemcy. Nie ma dosłownie ani jednej niepotrzebnej krzywizny. Jednym się to podoba innym nie. Natomiast kształt kombi projektanci osiągnęli poprzez dorysowanie dwóch linii prostych do istniejącego projektu sedana. Raczej się przy tym zbytnio nie napracowali.

 Jak głosi powszechna opinia Ford oraz rdza są silnie ze sobą powiązane. Jednak nie w tym przypadku. Szukałem dosłownie wszędzie, nawet pod kołem zapasowym, co w przypadku Forda Escorta zawsze się sprawdzało, ale nie tu. Nie znalazłem nigdzie rdzy – dziwne ale prawdziwe.

Wnętrze.

Po zajęciu miejsca kierowcy musiałem się upewnić czy aby linia horyzontu nie kończy się jeszcze przed tylną szybą. Miejsca jest po prostu pod dostatkiem. Jak ktoś jeździł kiedyś Skodą Suberb, to może sobie tę przestrzeń wyobrazić. Może to moje złudzenie ale wydaje mi się, że tu jest jeszcze więcej miejsca. Passat czy Laguna mogą się schować. Na panelu centralnym od razu rzuca się w oczy piękny, lecz kompletnie nie pasujący do reszty zegar wskazówkowy. Może w limuzynie to ma sens ale tu nijak nie pasuje a ponadto w nocy jest kompletnie bezużyteczne bo nic nie widać. Projektanci całą swoją uwagę skupili na zegarze a resztę dokończyli w piątek za pięć trzecia. Ergonomia jest co prawda bez zarzutu, ale wygląda to jakoś mało zachęcająco. Same proste linie, sprawiają wrażenie projektu wykonanego przez komputer, bez pomocy programistów.

Skórzane fotele są  dosyć wygodne ale mój był elektrycznie regulowany i … nie działał. Jedynie przesuwał się w przód i w tył, więc nie wiem czy każdy może idealnie dostroić fotel do swoich potrzeb. Kierownica dobrze leży w dłoniach tylko zastanawiam się dlaczego miejsce na poduszkę zajmuje tyle przestrzeni. Pomimo tak wielkiej przestrzeni sterowanie radiem i tak wylądowało pod kierownicą. Jakoś  to wszystko wydaje się być nie do końca przemyślane. Krótko mówiąc jest wygodnie ale nie urzekająco.

Podobnie jak w Oplu Vectra C konstruktorzy postanowili „poprawić” pewne i sprawdzone rozwiązania. Mam na myśli włącznik spryskiwaczy, który nie wiedzieć po co włącza się przyciskiem na dźwigience wycieraczek. Zanim się do tego rozwiązania przyzwyczaiłem, notorycznie uruchamiałem tylną wycieraczkę.

Pierwsza jazda.

Pełen obaw po jazdach Oplem Vectrą sprzed paru tygodni, spróbowałem parkowania. Tu kolejna niespodzianka. Da się to zrobić w miarę łatwo. Problemem jest znalezienie wystarczająco sporego placu manewrowego bo auto jest szerokie oraz wyjątkowo mało zwrotne. Tir z naczepą potrzebuje mniej więcej podobnej przestrzeni.

Silnik pracuje dość głośno co jest wadą, bo wyraźnie słychać go w środku. Jakby wydawał dźwięki jak Ferrari to jeszcze bym się cieszył a odgłos traktora nie zachęca do szybkiej jazdy.

Na trasie podróżuje się bardzo komfortowo, auto prowadzi się bardzo dobrze. Ale żeby nie było zbyt różowo to zaraz musi się coś zepsuć. Niby drobiazgi ale potrafią być irytujące. Po deszczu, nie wiedzieć czemu Ford sam się zamykał, więc  kluczyki miałem zawsze przy sobie. Pewnie dlatego też maskę otwieramy z kluczyka. W testowanym modelu zepsuł się włącznik awaryjnych i rano kierunkowskazy migały mi na przywitanie.

Pali jak smok

W trakcie jazdy komputer pokazywał średnio powyżej 9 litrów na setkę, przy czym nie przesadzałem z dociskaniem pedału gazu. To naprawdę sporo, nawet przy dobrej elastyczności w prawie całym zakresie obrotów.

Ogólne podsumowanie.

Jak wspomniałem na wstępie Ford Mondeo posiada tyle samo wad co zalet. Pali sporo ale używany jest dużo tańszy od konkurentów, proponując zdecydowanie więcej przestrzeni oraz znacznie lepsze wyposażenie. W środku jest bez wyrazu, ale za to nic nie trzeszczy – plastiki są wysokiej jakości i sprawiają wrażenie solidnie wykończonych. W porównaniu do konkurencji nie ma za wiele dodatkowych schowków ale ma zdecydowanie większy bagażnik. Prowadzi się bardzo dobrze ale urok z jazdy psują drobne usterki, które cały czas występują. Tak więc,  jeżeli jesteś właścicielem stacji benzynowej oraz posiadasz duszę majsterkowicza to Ford Mondeo jest autem dla Ciebie. Innych może skusić przystępna cena oraz jakość prowadzenia. Jeszcze innych z kolei odstraszy widmo częstych usterek oraz fakt że to Ford a nie przykładowo VW.

Mnie w nim urzekło prowadzenie, ale do ideału wciąż droga daleka.

Ford Galaxy – praktyczny brzydal

Tym razem dorwałem się do Forda Galaxy z roku 2003 z silnikiem diesla. Nie jestem fanem tego typu aut, a na domiar złego okazało się, że jest to przerobiony „anglik”. No ale samochód to samochód więc postanowiłem nim pojeździć przez parę dni a być może zmienię zdanie w stosunku co do minivanów.

Wstępne oględziny.

Stwierdziłem, że wykonam kilka okrążeń pieszo wokół auta. Chciałem doszukać się oznak rdzy. Odnalazłem ją w połowie pierwszego okrążenia, na tylnym nadkolu. Następnie zwiększyłem nieco promień okrążenia aby podziwiać linię nadwozia. Krążyłem tak długo aż dostałem zadyszki. Mimo szczerych chęci nie doszukałem się absolutnie nic ciekawego. Ford w żaden sposób nie różni się od swojej konkurencji, bo inny znaczek na grillu to trochę za mało. Na nic tłumaczenie, że wygląd jest wymuszony regułami funkcjonalności. Projektanci minivanów to największe lenie na świecie! Mnie osobiście się nie podoba więc kończymy temat.

Wnętrze.

Wchodzimy do środka. No cóż. Można nie lubić tego typu aut ale nie można im odmówić przestronności. W środku mamy do dyspozycji aż 7 osobnych foteli. Co prawda fotele w ostatnim rzędzie są bardziej dla ozdoby, bo miejsca na nich niewiele. Oprócz tego trzeba być mistrzem technik le parkour aby szybko się znaleźć w trzecim rzędzie. Osoby o wzroście powyżej 180 cm będą natomiast delektować się ciszą, bo kolana skutecznie zasłonią im uszy. Ale fotele są i  czasami się przydają.

Ogólnie, w samochodzie miejsca jest pod dostatkiem. Dzieci mogą swobodnie bawić się tam w chowanego. Pomysłów na ukrycie się nie powinno im zabraknąć przez co najmniej godzinę.

Stanowisko pracy.

Deska rozdzielcza jest jak całe auto – bez polotu i finezji. Na plus można by zaliczyć ergonomie, i to pewnie byłaby jedyna pozytywna rzecz. Natomiast muszę pochwalić widoczność dokoła. Jest po prostu znakomita. Do tego ogrzewana przednia szyba. W czasie deszczu, rozwiązanie to znakomicie się sprawdza. Ford jest sporych gabarytów, ale jeżdżąc po mieście nie miałem problemów z zaparkowaniem, choć lusterka mogły by być odrobinę większe. Siedzi się jak w autobusie, czyli wysoko i niewygodnie, ale można się przyzwyczaić. Do dyspozycji mam 115 km i 6 biegów – na nasze drogi w zupełności wystarczy.

 

 Pierwsza jazda.

Na wstępie wspomniałem, że to „anglik”. Nie rozumiem zbytnio ludzi, którzy za niemałe pieniądze decydują się na przeróbkę. Na dzień dobry pedał gazu. Osoba z nienaturalnie wykręconymi nogami być może poczuje się komfortowo. Po paru dniach jazdy obawiam się skoliozy albo innego uszkodzenia kręgosłupa.

Oprócz tego wszystko działa na odwrót. Chcę zimne powietrze – leci ciepłe. Chce odsunąć lewą szybę – otwiera się prawa. Aż wyszedłem na zewnątrz aby sprawdzić kierunkowskazy! Tego typu przykłady można by mnożyć w nieskończoność.

Radość z jazdy.

No cóż. Ta w mojej ocenie nie istnieje. Aby zrozumieć jak Galaxy się prowadzi, wyobraźcie sobie wannę wypełnioną do połowy wodą. A teraz dołóżcie do niej 4 koła i kierownicę. Przy każdym przechyle lub hamowaniu woda przelewa się z jednej strony na drugą. Aby poczuć jazdę z pełnym obciążeniem dolejcie wody do pełna. Nadsterowność jest tak duża że wejście w łuk przy odpowiednio dużej prędkości spowoduje przemieszczenie się do innej strefy czasowej.

Przyśpiesza i hamuje jak zwykła osobówka, czyli radzi sobie jako tako. Zwrotność jak na tak duże gabaryty również nie najgorsza. Niestety nic tu nie zachwyca na tyle aby można by pociągnąć dalej ten wątek.

Podsumowanie

Jeżeli komuś nie zależy na wyglądzie posiadanego samochodu, jakości prowadzenia ani przyjemności z samej jazdy – ten samochód będzie dla niego idealny. Jeżeli ktoś potrzebuje  przestronnego wnętrza, wielu foteli i dużego bagażnika niech pomyśli o Fordzie. Jeżeli ktoś chce się poczuć jak kierowca komunikacji miejskiej, Galaxy spełni jego oczekiwania.

 Moim zdaniem ten samochód znakomicie sprawdzi się dla rodzin wielodzietnych. Mnie osobiście nie urzekł. W dalszym ciągu nie lubię minivanów.