Renault Megane III

Dawno już nic nie pisałem. Powód jest prosty – brakuje mi czasu (jak pewnie większości z nas). Ale oto dostałem w swoje ręce Renault Megane III z silnikiem benzynowym 1.6
z 2010 roku. Mając mieszane uczucia do Renault podjąłem wyzwanie i okazało się,
że to całkiem przyzwoite autko. Jednak wszystko po kolei:

Nadwozie:

Jak dla mnie autko prezentuje się naprawdę ładnie. Na pierwszy rzut oka wydaje się być mniejszy od swoich poprzedników. Gryzło mnie to więc sprawdziłem – jest szerszy
i dłuższy. Widać pozory mogą mylić. Pasowało by się jednak do czegoś przyczepić. Obszedłem zatem samochód dookoła kilka razy. Wiem! Mała tylna szyba! Na pewno będzie kiepska widoczność do tyłu. A tu kolejna niespodzianka – widoczność do tyłu jest bardziej niż przyzwoita. Nie pozostaje zatem nic innego jak zająć miejsce za kierownicą
i się po prostu przewieźć.

 Bez-nazwy-2

Wnętrze:

Bez problemu znalazłem odpowiednią dla mnie pozycję za kierownicą. To duży plus, ponieważ większość aut ma bardzo wąski zakres regulacji fotela i kierownicy. Usadowiłem się w środku, włożyłem kartę i moim oczom ukazały się elektroniczne zegary. Dla mnie to minus bo osobiście nie jestem fanem takich rozwiązań ale innym może się podobać. Rozglądam się dookoła. Wszystko wydaje się być spasowane, materiały całkiem dobrej jakości. Od razu rzucają się w oczy miliony przełączników. Wszędzie jakieś przełączniki mniejsze lub większe i na deser joystick do sterowania nawigacją. Ale nie jest źle – są poukładane na pierwszy rzut oka intuicyjnie. Udało się bez problemu zaprogramować nawigację . Myślałem, że będzie to jakieś większe wyzwanie ale jest OK. Odpalamy silnik i ruszamy.

Bez-nazwy-1

Wrażenia z jazdy:

Ruszyłem z miejsca. Jest OK. Samochód dobrze wytłumiony, radio gra czysto, jednym słowem sielanka. Po kilkunastominutowej jeździe odkryłem jednak dwie wady. Pierwsza
z nich jest mocno irytująca, a jest nią deska rozdzielcza. Nic na niej nie widać. Obrotomierz jest analogowy i tu jest OK, ale z reszty mogę wyczytać tylko prędkość. Muszę jednak nadmienić, że to był słoneczny dzień – później w nocy już było OK.
Ale to duży problem – nie widzę poziomu paliwa, temperatury ani niczego po prawej stronie deski. Czyli wszystkie komunikaty komputera są nieczytelne. Nawigacja umieszczona na środku jest o niebo bardziej czytelna oraz pracuje naprawdę dobrze. Szybko reaguje na zmianę trasy i nie każe mi zawracać co 100 metrów. Drugim problemem znacznie mniej irytującym była skrzynia biegów. Nie była zbyt precyzyjna
i do tego miała bardzo krótkie przełożenia. Przy 90 km/h już należało wrzucać 6 bieg aby utrzymać optymalne zużycie paliwa (7,4 w cyklu mieszanym tak przy okazji). Jednak największą niespodzianką była jakość prowadzenia. Samochód prowadził się rewelacyjnie i dawał przyjemność z jazdy (a to rzadkość). Aż się chciało pokonać kolejny zakręt.
Za samą jakość prowadzenia można mu wybaczyć wspomniane wcześniej wady. Dojechałem do autostrady i tu kolejny problem. Wydaje mi się, że brakuje mu mocy.
110 KM powinno wystarczyć do płynnej jazdy na trasie a tymczasem powyżej 100 km/h samochód prawie przestaje przyśpieszać. Wracamy do problemu skrzyni. Krótkie przełożenia i powyżej 120 zwiększa się bardziej hałas niż prędkość. Ta konfiguracja raczej jest przystosowana do miasta niż na dalekie trasy.

Podsumowanie:

Dawno, dawno temu miałem do czynienia z Renault Kangoo i Megane Scenic.
Po przejażdżce tymi samochodami straciłem nadzieję, że uda im się zrobić kiedykolwiek coś przyzwoitego. Model Megane III wraca wiarę w markę. Co prawda rekomenduje
go jako autko głównie do miasta, gdzie od biedy można się wybrać w trasę (na przykład na wakacje – bagażnik też przyzwoity), ale sprawia przyjemność z jazdy a to dla mnie najistotniejsze.

Renault Laguna II

Bestia w owczej skórze?

Na papierze samochód wyglądał imponująco. Silnik benzynowy, V6, 3.0 pojemności, ponad 200 KM oraz automatyczna skrzynia biegów. Przyznacie sami, że to powinno fajnie jeździć. Ale czy tak jest w rzeczywistości? No cóż niebawem się przekonamy.

Wygląd zewnętrzny z pewnością znajdzie wielu zwolenników, wliczając mnie. Miła dla oka linia nadwozia, ładnie wszystko ze sobą skomponowane. Mnie najbardziej urzekł pas przedni wraz ze światłami, przy których styliści musieli się napracować. Efekt wizualny ogólnie OK.

A jak w środku? Tu moim zdaniem jest już nieco gorzej. Niby bogata wersja wykończona skórą, ale plastiki drzwi mogłoby być nieco lepsze. Podobnie rzecz się ma do kierownicy. Przypomina mi nieco tę z Forda Mondeo, tyle że cieńszą i gorzej leżącą w dłoniach. Przełączniki na kokpicie – tak jak w Scenicu – czyli ułożone losowo. Odniosłem wrażenie, że tempomat wręcz był dołożony w ostatniej chwili a nie wypadało go zamontować na suficie. Do tego przyciski są niemalże miniaturowe i w ciemności łatwo o naciśnięcie nie tej funkcji co trzeba. Kompletny brak ergonomii. Nie wszystko jest jednak złe. Spodobał mi się na przykład system odpalania z karty (nawiasem mówiąc bardziej użyteczna od zwykłego kluczyka). Wiem, tu posypią się gromy związane z wadliwością tego systemu, ale mnie się nic nie popsuło a start guzikiem to fajny gadżet.

Niestety, pomimo pełnego zakresu regulacji zarówno fotela jak i kierownicy, nie udało mi się odnaleźć wygodnej pozycji. Zbyt krótkie siedzisko fotela skutecznie mi to uniemożliwiło. Dodatkowo, dopiero po paru dniach odkryłem wajchę, która regulowała podparcie boczne, gdyż ta była skrzętnie ukryta. Na niewiele jednak się zdała bo i tak było niewygodnie.

Wrażenia z jazdy po mieście są jak najbardziej pozytywne. Osobiście nie jestem fanem automatycznych skrzyń biegów, ale ta w warunkach miejskich działała poprawnie. Biegi zmieniały się bez większych szarpnięć a sam samochód płynął po drodze tłumiąc wszelkie nierówności. Zdecydowanie za miękkie wspomaganie kierownicy w warunkach miejskich jest do przyjęcia.

Poza miastem już nie było tak różowo. Przy dociśnięciu gazu, automat zmienia biegi później, dzięki czemu jazda powinna być bardziej dynamiczna. Tyle teorii. W praktyce obroty piłowane są pod czerwone pole generując hałas zamiast przyśpieszenia. Chociaż tu akurat dźwięk V6 nieco uprzyjemnia całą sytuację. Jest też niby tryb ręcznej zmiany biegów ale Laguna myśli tak długo o zmianie, że zdążycie się zestarzeć. Ten gadżet jest absolutnie niepotrzebny. Dodatkowo irytowało mnie zmienianie się biegów w zakręcie, przez co samochód stawał się niestabilny. Na szczęście Renault Laguna posiada rewelacyjne hamulce, których konkurencyjne marki mogły by pozazdrościć.

Tematem na osobny artykuł jest jej słabe zawieszenie. Naprawdę nie można było dać twardszego? Wydaję mi się, że po prostu wsadzili silnik V6 do standardowego zawieszenia, przez co każde hamowanie kończy się głębokim nurkowaniem. W trakcie dynamicznej jazdy jest jeszcze gorzej. Uważam, że to największa wada tego auta, które miało szanse być ciekawą konstrukcją.

A jak z jego eksploatacją? Nie będę Was oszukiwał. Samochód spala ile chce. Przy rozsądnej jeździe (głównie w trasie) udało mi się zejść ze średnim spalaniem poniżej 12 l. Sprawdziłem ceny niektórych części – okazuje się, że te należą do najdroższych w sklepie. Eksploatacja będzie zatem kosztowna, bo z informacji, które zebrałem na forach wynika, że samochód do bezawaryjnych raczej nie należy.

Czy chciałbym go mieć? Moja odpowiedź brzmi: owszem, ale nie teraz. Jak już byłbym bliżej emerytury, Laguna w tej specyfikacji miałaby dla mnie sens. Miękkie zawieszenie da odpocząć hemoroidom a moc zapewni skuteczne poruszanie się. Póki co, mentalnie tkwię w wieku 12 lat i nie zamierzam spoważnieć, więc Renault Laguna to nie to czego szukam.

 

 

 

Renault Kangoo II

Może służyć za auto rodzinne?

Samochód wysoki, szeroki, pięcioosobowy z dużym bagażnikiem. Niby wszystkie składniki z przepisu na pojazd rodzinny. Do tego silnik diesla oraz klimatyzacja. Czy z tego ciasta da się upiec coś rodzinnego? Odpowiedź brzmi: NIE!

Długo się zastanawiałem co napisać o Renault Kangoo. Nie ukrywam, że próbowałem się posiłkować artykułami zaczerpniętymi z prasy motoryzacyjnej. Miałem nadzieję, że podsuną mi jakiś szczegół, który przeoczyłem a jest istotny w tego typu pojazdach. Po przeczytaniu paru artykułów doszedłem do dwóch wniosków. Albo były to artykuły sponsorowane albo co niektórzy dziennikarze powinni  odstawić narkotyki, bo widzą świat tylko w różowych barwach.

Po pierwsze wygląd. Pierwsza generacja tego modelu wyglądała oryginalnie, czy się to komuś podobało czy nie. Natomiast obecnie, na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od konkurencji na rynku. Nie mam bladego pojęcia po co zaprojektowali dach tak wysoko. Jak siedziałem w środku to mogłem prawie wyprostować rękę aby sięgnąć sufitu. Wysoka i płaska powierzchnia idealnie sprawdza się zwłaszcza w wietrzne dni. Cudowne bujanie się całego pojazdu po drodze sprawia, że osoby cierpiące na chorobę lokomocyjną, a zwłaszcza dzieci zapięte w fotelikach będą zachwycone wymiotując dokoła siebie.

Ale najwyraźniej producent to przewidział. Wnętrze jest toporne i wykonane z takich materiałów, że można śmiało w środku użyć myjki wysokociśnieniowej. Plastik jest tak twardy, że zarysowane go wymagało by nie lada wysiłku. Wnętrze przypomina bardziej samochód japoński z lat osiemdziesiątych czyli szaro i ponuro. Projektanci próbowali ożywić go poprzez projekt przełączników, które są teraz tak skomplikowane, że nie ma możliwości ich regulacji bez oderwania oczu od drogi. Na domiar złego większość funkcji umieścili na dźwigniach pod kierownicą. Pokolenie „Play Station” powinno być zadowolone. Ja nie byłem.

Po zajęciu miejsca w środku, pierwszą rzeczą jaką zauważyłem był brak wskaźnika temperatury silnika. Wydaję mi się, że auto dostawcze powinno być wyposażone w coś takiego. Kierownica twarda jak wszystkie plastiki. W czasie jazdy opierałem łokieć o drzwi. Już tego nie robię. Parę razy całkiem mocno uderzyłem nim o plastik w czasie jazdy. 1:0 dla plastiku, na łokciu duży siniak. Próbowałem znaleźć wygodną pozycję za kierownicą. Nie udało mi się. Siedziska są stanowczo za krótkie, a ich zakres regulacji pozostawia wiele do życzenia.

Jazda tym autem to naprawdę średnia przyjemność. Zawsze myślałem, że tego typu pojazdy pomimo ubogiego wnętrza będą komfortowe przynajmniej dla kierowcy. W końcu spędza w środku sporo czasu. No cóż, musiałem zrewidować swoje poglądy. Mam pewną teorię. Kierowca zawodowy musi w trakcie jazdy robić co pewien czas przerwy. Jak nie zrobi w Renault Kangoo to kręgosłup boleśnie o sobie przypomni. Albo jest to geniusz projektantów albo bezmyślność. Ocenę pozostawiam czytelnikom.

Prowadzenie tego samochodu nie sprawiło mi ani odrobiny przyjemności. Biegi wchodzą opornie. Kierownica ma tak silne wspomaganie, że bałem się kichać aby wóz nie skręcił. Przyśpieszenie od 0 do 100 podobno jakieś jest, ale nie miałem aż tyle czasu aby to sprawdzić. Czy jest nadsterowny? Naprawdę nie wiem. Bałem się rozpędzić do prędkości na tyle dużej aby móc się przekonać. Wejście w każdy zakręt to walka z prawami fizyki. OK, dzięki temu wszyscy jeżdżą góra 80 km/h i jest bezpiecznie. Wyprzedzanie równa się ostrej redukcji i piłowania i tak słabego silnika. Hamulce po paro krotnym użyciu zaczynają się grzać i stopniowo odmawiają posłuszeństwa. Klima potrafi wytworzyć jedynie hałas, bo o chłodzeniu możemy zapomnieć.

Ale czy to może być auto rodzinne? Z tyłu jest jeszcze gorzej. Pionowo ustawione oparcia foteli są bezlitosne dla każdego kręgosłupa. Hałas docierający z zewnątrz okrutnie rani bębenki słuchowe. Radio fabryczne skutecznie zasłania lewarek zmiany biegów co utrudnia jego użycie. Samochód jest po prostu niewygodny.

Ale czy są jakieś pozytywy? Owszem są. Ma bardzo duże lusterka ułatwiające parkowanie. Ma przepastne schowki, które pomieszczą sporo rupieci. Plastiki są potwornie twarde ale starannie wykończone. Obstawiam, że w zimie będą powodować stuki ale w lecie jest OK. Nic więcej mnie w nim nie urzekło. Szczerze mówiąc wolałbym bym już Peugeota Partnera – na mój gust jest to mniejsze zło.

Renault Megane Scenic

Dziś podzielę się uwagami na temat Renault Megane Scenic z silnikiem benzynowym 2.0 o mocy 136 km, pochodzącym z roku 2000. Z gamy modeli Megane, Scenic niczym specjalnie się nie wyróżnia. Na przykład bagażnik ma mniejszy niż Megane kombi. Z pewnością jest też od niego krótszy. Prowadzi się dużo gorzej od Megane Coupe. Mimo to ludzie go wciąż kupują. Wniosek nasuwa się sam – genialna kampania marketingowa.

Wygląd zewnętrzny.

Wygląda jak minivan czyli nijako. Na plus można zaliczyć fakt, że nadkola na 100 % nie zardzewieją bo… są z plastiku. To by była jedyna ciekawostka. Nie ma za bardzo o czym się tu rozpisywać bo wszystkie minivany są do siebie podobne.

Wnętrze.

W ubiegłym tygodniu stwierdziłem, że deska rozdzielcza w Fordzie Galaxy jest „bez polotu i finezji”. W porównaniu z wnętrzem Megane, Galaxy został zaprojektowany przez elitę wśród projektantów. W Megane Scenic przełączniki są rozmieszczone absolutnie losowo a do tego w takim rozmiarze, że bez lupy ani rusz. W nocy staje się to naprawdę irytujące. Do tego jakość plastików pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Sterowanie komputerem oraz zintegrowaną  nawigacją wymaga specjalnego kursu. Jednak to jeszcze nie jest najgorsze.

Testowany egzemplarz posiadał wszystkie szyby elektryczne. Niby wszystko OK, ale z poziomu kierowcy nie było możliwości kontroli szyb tylnych. Co za geniusz wpadł na taki pomysł? W trakcie jazdy dzieci dla rozrywki bawiły się szybami a ja mogłem im tylko pogrozić palcem. Następnie musiałem się zatrzymać, wysiąść i zamknąć wszystkie okna. Z takim brakiem wyobraźni się jeszcze nie spotkałem. Niby jest blokada tylnych szyb ale co z tego jak skrzętnie ukryta pod kierownicą.

Megane Scenic posiada pięć osobnych foteli z czego środkowy tylni można przekształcić w barek. Co prawda nie można tam nic postawić w trakcie jazdy,  ale za to na postoju mamy pełen luksus. Miejsca z tyłu jest wystarczająco dużo, nawet dla mnie. Na oparciu przedniego fotela zamontowano dla ozdoby tacki. Celowo piszę „dla ozdoby”, gdyż nic się nie da na nich postawić, no chyba że pasażer z przodu ustawi fotel idealnie do pionu. W samolotach to rozwiązanie działa jednak nieco sprawniej.

Pozycja za kierownicą jak w miniwanie, czyli siedzimy jak na krześle. Fotel można ustawiać we wszystkich możliwych kierunkach – nawet na ukos. Jak usiłujemy go podnieść do góry ten przesuwa się pod kątem. Kierownica mogła by posiadać większy zakres regulacji ale nie ma tragedii. Jest w miarę wygodnie.

Kluczyk, a raczej moc jego nadajnika może być porównywalna z zasięgiem rakiet ziemia powietrze typu Stinger. Miałem go w kieszeni, auto oddalone było ode mnie o jakieś 60 metrów, ja znajdowałem się na 3 piętrze a i tak co się ruszyłem to zamek naprzemiennie otwierał się lub zamykał.

Prowadzenie.

Tu miła niespodzianka. Samochód prowadzi się jak przeciętny hatchback. Niby bez rewelacji ale nie zapominajmy, że Scenic wygląda jak mini minivan. Naprawdę, w czasie jazdy po mieście (bez dzieci z tyłu), jazda sprawiała odrobinę przyjemności. Widoczność dookoła znakomita, choć lusterka mogłyby być nieco większe.  Powyżej prędkości 100 km/h już nie było tak wspaniale, ale praw fizyki się nie da zmienić i wyższy środek ciężkości daje o sobie znać. Silnik ochoczo przyśpieszał do prędkości 80 km/h, później już potrzebował chwili zastanowienia. Spalanie też nie było najgorsze i kształtowało się na poziomie 8 litrów na setkę.

Ogólne wrażenie

Wciąż zastanawiam się po co ludzie kupują ten samochód.

Dla wyglądu? Na trasie miałem wrażenie że autostopowicze na mój widok chowali kciuki.

Dla pojemnego bagażnika? Większość miniwanów oraz kombi posiada większą przestrzeń bagażową.

Dla przyjemności z jazdy? Megane kombi lub hatchback prowadzą się zdecydowanie lepiej.

Nagle olśniło mnie. Sprawdziłem statystyki policyjne i okazało się, że tych aut nikt nie kradnie. Żaden szanujący się złodziej nie skusi się na Megane Scenic bo w przyszłości kumple spod celi by się z niego śmiali.

Tak więc, jeżeli mieszkasz w niebezpiecznej okolicy to auto jest dla ciebie. Za cenę około 10 000 masz Scenica z 2000 roku, bez oznak korozji, z absolutną gwarancję bycia niezauważalnym. Tu rada dla policji – kupcie do celów operacyjnych używane Renault Megane Scenic. Do pościgów będzie bezużyteczne ale do obserwacji idealne. Przestępca zobaczy was dopiero w momencie potrącenia. Wykrywalność przestępstw wzrośnie, agent Tomek przestanie być potrzebny i wszyscy będą zadowoleni.