Ford Galaxy – praktyczny brzydal

Tym razem dorwałem się do Forda Galaxy z roku 2003 z silnikiem diesla. Nie jestem fanem tego typu aut, a na domiar złego okazało się, że jest to przerobiony „anglik”. No ale samochód to samochód więc postanowiłem nim pojeździć przez parę dni a być może zmienię zdanie w stosunku co do minivanów.

Wstępne oględziny.

Stwierdziłem, że wykonam kilka okrążeń pieszo wokół auta. Chciałem doszukać się oznak rdzy. Odnalazłem ją w połowie pierwszego okrążenia, na tylnym nadkolu. Następnie zwiększyłem nieco promień okrążenia aby podziwiać linię nadwozia. Krążyłem tak długo aż dostałem zadyszki. Mimo szczerych chęci nie doszukałem się absolutnie nic ciekawego. Ford w żaden sposób nie różni się od swojej konkurencji, bo inny znaczek na grillu to trochę za mało. Na nic tłumaczenie, że wygląd jest wymuszony regułami funkcjonalności. Projektanci minivanów to największe lenie na świecie! Mnie osobiście się nie podoba więc kończymy temat.

Wnętrze.

Wchodzimy do środka. No cóż. Można nie lubić tego typu aut ale nie można im odmówić przestronności. W środku mamy do dyspozycji aż 7 osobnych foteli. Co prawda fotele w ostatnim rzędzie są bardziej dla ozdoby, bo miejsca na nich niewiele. Oprócz tego trzeba być mistrzem technik le parkour aby szybko się znaleźć w trzecim rzędzie. Osoby o wzroście powyżej 180 cm będą natomiast delektować się ciszą, bo kolana skutecznie zasłonią im uszy. Ale fotele są i  czasami się przydają.

Ogólnie, w samochodzie miejsca jest pod dostatkiem. Dzieci mogą swobodnie bawić się tam w chowanego. Pomysłów na ukrycie się nie powinno im zabraknąć przez co najmniej godzinę.

Stanowisko pracy.

Deska rozdzielcza jest jak całe auto – bez polotu i finezji. Na plus można by zaliczyć ergonomie, i to pewnie byłaby jedyna pozytywna rzecz. Natomiast muszę pochwalić widoczność dokoła. Jest po prostu znakomita. Do tego ogrzewana przednia szyba. W czasie deszczu, rozwiązanie to znakomicie się sprawdza. Ford jest sporych gabarytów, ale jeżdżąc po mieście nie miałem problemów z zaparkowaniem, choć lusterka mogły by być odrobinę większe. Siedzi się jak w autobusie, czyli wysoko i niewygodnie, ale można się przyzwyczaić. Do dyspozycji mam 115 km i 6 biegów – na nasze drogi w zupełności wystarczy.

 

 Pierwsza jazda.

Na wstępie wspomniałem, że to „anglik”. Nie rozumiem zbytnio ludzi, którzy za niemałe pieniądze decydują się na przeróbkę. Na dzień dobry pedał gazu. Osoba z nienaturalnie wykręconymi nogami być może poczuje się komfortowo. Po paru dniach jazdy obawiam się skoliozy albo innego uszkodzenia kręgosłupa.

Oprócz tego wszystko działa na odwrót. Chcę zimne powietrze – leci ciepłe. Chce odsunąć lewą szybę – otwiera się prawa. Aż wyszedłem na zewnątrz aby sprawdzić kierunkowskazy! Tego typu przykłady można by mnożyć w nieskończoność.

Radość z jazdy.

No cóż. Ta w mojej ocenie nie istnieje. Aby zrozumieć jak Galaxy się prowadzi, wyobraźcie sobie wannę wypełnioną do połowy wodą. A teraz dołóżcie do niej 4 koła i kierownicę. Przy każdym przechyle lub hamowaniu woda przelewa się z jednej strony na drugą. Aby poczuć jazdę z pełnym obciążeniem dolejcie wody do pełna. Nadsterowność jest tak duża że wejście w łuk przy odpowiednio dużej prędkości spowoduje przemieszczenie się do innej strefy czasowej.

Przyśpiesza i hamuje jak zwykła osobówka, czyli radzi sobie jako tako. Zwrotność jak na tak duże gabaryty również nie najgorsza. Niestety nic tu nie zachwyca na tyle aby można by pociągnąć dalej ten wątek.

Podsumowanie

Jeżeli komuś nie zależy na wyglądzie posiadanego samochodu, jakości prowadzenia ani przyjemności z samej jazdy – ten samochód będzie dla niego idealny. Jeżeli ktoś potrzebuje  przestronnego wnętrza, wielu foteli i dużego bagażnika niech pomyśli o Fordzie. Jeżeli ktoś chce się poczuć jak kierowca komunikacji miejskiej, Galaxy spełni jego oczekiwania.

 Moim zdaniem ten samochód znakomicie sprawdzi się dla rodzin wielodzietnych. Mnie osobiście nie urzekł. W dalszym ciągu nie lubię minivanów.